poniedziałek, 11 lutego 2013
Wale(n)tynki?
Co roku ten sam problem. Może nie problem, a poruszany temat "Walentynek". Obchodzić to obciach, amerykańska zachcianka. Czerwone serduszka, kwiatki, róże, słodkie misie, pysie...blech!
A ja osobiście ciesze się, że zostało stworzone święto, w którym ludzie nabierają odwagi na wyznanie miłości. Dobry moment jak każdy inny, jednak rozczula mnie widok wzruszonych, nie-obchodzących-walentynek Kobiet, które prawie ze łzami w oczach cieszą się, że ich "wymarzony" pamiętał o tym, że lubią róże a nie frezje. Super. Jak dla mnie rewelacja.
Ja się nie wstydzę tego, że obchodzę (jak oczywiście mam z kim) ten dzień z kimś wyjątkowym.
W swoim życiu otrzymałam miliony kwiatów... udało mi się trafić na takiego właśnie romantyka. Ale powiem tylko jedno: kwiatki to nie wszystko. :) Nie chodzi o prezenty. Chodzi o osobę z którą się jest. Którą się Kocha. Nie tylko w dzień Św. Walentego. Ale w każdy dzień wspólnego życia. I właśnie tego życzę każdemu zakochanemu i nie: aby każdy dzień zaczynał się od Walentynkowego "Kocham Cię".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz